under our sunflowers

wtorek, 19 lutego 2019

rozdział 2.

Edytuj post Brak komentarzy

Mariah Carey — Always Be My Baby

          Odsunąwszy się od drewnianego biurka, dziewczyna sięgnęła po telefon. Nieobawiająca się niczego Heather wcisnęła bez zastanowienia zieloną słuchawkę – i jak potem się okazało, był to jej największy błąd.
           — O MÓJ BOŻE, NIE UWIERZYSZ! — krzyknęła jej prosto do ucha. Szatynka momentalnie odsunęła telefon od ucha, robiąc skwaszoną minę – co jak co, ale słuch miała wrażliwy. Chociaż może to wina tego, że przed chwilą siedziała sam na sam z własnymi myślami i piski Claire już dawno odleciały w zapomnienie.
            — Chryste, nie krzycz tak — skarciła ją, pretensjonalnie wlepiając wzrok w sufit. To nie tak, że miała jej naprawdę dość. Po prostu... czasami miała ją po prostu dość. Ale tak, za to ją kochała. — Kod BN złamany i na jego miejsce wchodzi kod BC?
             — Och, chciałabym — zaśmiała się perliście, a Heather  oczyma wyobraźni mogła ją zobaczyć zakładającą nogę za nogę z rozmarzoną miną. — Nadal nie wiem co Brandon w niej widzi... Ale nie próbuj mnie strącić z tematu! Mam do ciebie inną sprawę!
              — Do mnie?
              Momentalnie nastąpiła krępująca cisza. Szatynka dobrze wiedziała, że gdy Claire ma sprawę, ta sprawa jest poważna i zajmuje... długo. A skoro ona przecież dobrze wiedziała, że Heather chce poświęcić wakacje na rozmyślaniu nad przyszłością, może znalezieniu tego, co chce robić będąc już na sto procent dorosłą, to czy sprawa musiała być aż tak poważna?
               — Tak. Słuchaj, tym razem nie proszę cię o radę związaną z Brandonem, czy w czymś innym... Wiem, że pod tym względem masz mnie dość — zaśmiała się dosyć znacząco, jednak nie przestała mówić. — Otóż... chciałabym, abyś pojechała ze mną i z innymi w podróż ,,dookoła świata''. Albo przynajmniej Ameryki.
                — Och...
                — Wiem, że to trochę strasznie brzmi — blondynka kontynuowała szybko, bojąc się, że krępująca cisza przejmie rozmowę — ale... naprawdę cię proszę. Wiem, że chciałaś ten czas poświęcić na zastanowienie się ale czy "coś takiego" by ci w tym nie... pomogło?
                — Wiesz, nie mówię ani tak, ani nie — szatynka usiadła przy biurku, odgarniając włosy z czoła — Tylko... szybko z tym wyskoczyłaś. Chyba za szybko...
                 — Wiem. Przepraszam. Za bardzo się rozpę...
                 — Nic nie szkodzi — szybko wepchnęła się w jej zdanie. — Kto z wami jedzie i skąd weźmiecie pieniądze?
                 — Czyli jednak jedziesz?! — Claire rozpromieniła się momentalnie, a zza słuchawki można było usłyszeć odgłos długopisu — Czyli...
                 Heather zaśmiała się szczerze, uciszając zachwyt swojej przyjaciółki.
                 — Nigdy nic takiego nie powiedziałam! — powiedziała poważnym głosem, który niestety się łamał wraz ze śmiechem. Naprawdę lubiła tą dziewczynę. — I odłóż ten długopis! Po prostu chcę wiedzieć. Chcę się upewnić.
                 — No racja, przepraszam... Mój znajomy i jego znajomi. Myślę, że weźmiemy jakieś małe pieniądze na początek, a potem po prostu będziemy dorabiać. A, i celem naszej wyprawy jest spełnienie marzeń i odnalezienie siebie... tak przynajmniej powiedział René , a ja tak tylko mówię, uprzedzając twoje pytania — powiedziała beztrosko, nagle zmieniając temat — O, muszę kończyć. Darien przyszła ze sklepu z mamą. Na pewno mają te dobre pączki! A, i ty się zastanów porządnie. Takiej okazji nie może być już nigdy w życiu, więc już cię zapisałam... wiesz, zbieramy ludzi. No to cześć!
                 — Och? Cześć, pozdrów mamę i Darie.
                 Rozłączyła się. 
                 Ta dziewczyna — przeszło przez myśl Heather — ona jak zwykle ma jakieś chore pomysły, przez które pakuje się w kłopoty, ale... czy to nie jest dobra szansa? I tak musiałabym tam jechać, pewnie już to powiedziała wszystkim. Jeżeli bym pojechała, a przynajmniej bym chciała, to i tak byłoby trudno namówić rodziców...
                 Muszę to jakoś odkręcić. Natychmiast.

                 
               
                

sobota, 31 marca 2018

prolog

Edytuj post 4 komentarze

       Gdy stajemy na drodze wyboru, nagle jesteśmy zdezorientowani i pełni strachu. Nie wiemy gdzie podążyć, chcąc zagłuszyć czasami rozsądny głos serca. Ludzie najczęściej wybierają tę złą ścieżkę, jednak ja... nie chcę popełnić błędu – w końcu to decyzja na całe życie! Nie chcę popełnić błędu nawet, jeżeli to miałoby kosztować zawodem osób trzecich. Chcę po raz pierwszy w życiu być w pełni arogancka i postawić na swoim. I tak mi dopomóż Bóg.
Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation